Odkrycie Hiszpanów – 1513 r.

0
60
4/5 - (1 vote)

Wiosną 1513 roku hiszpański poszukiwacz przygód i wilk morski Juan Ponce de Leon, niesiony prądami i sprzyjającym wiatrem ujrzał ziemię. Ląd, pokryty bujną i wielobarwną roślinnością wydał mu się tak piękny, że nazwał go „Pascua Florida” – Uczta Kwiatów, tak samo, jak Hiszpanie nazywali jedno ze swoich wielkanocnych świąt. Nazwą tą określano od tego czasu cały półwysep. Do dziś nie jest pewne gdzie dokładnie wylądował, ale wiele źródeł podaje, że mogły to być okolice dzisiejszego St. Augustine. Z pamiętników Ponce de Leona wynika, że nie miał on w planach odkrycia żadnego konkretnego miejsca, a płynąc wzdłuż wybrzeży ”zbierał informacje, rozglądał się i szukał miejsca do lądowania” celem oficjalnego przejęcia terenów w posiadanie Korony, jak to wówczas było w zwyczaju.

Podczas drugiej wyprawy w 1521 roku Ponce de Leon wylądował na południowo-zachodnim brzegu półwyspu, lecz jego próby założenia kolonii nie powiodły się z powodu ataków Indian. De Leon skierował się zatem na zachód i dotarł aż do El Paso, na terenie dzisiejszego Teksasu. Dziś zwiedzić tam można hacjendę, w której ponoć mieszkał do śmierci. Galeony de Leona powróciły zaś zabezpieczenie do Hiszpanii dając początek setkom fantastycznych opowieści o bogactwach Nowego Świata. Odżyły nawet spekulacje co do lokalizacji biblijnej fontanny wiecznej młodości, poszukiwanej “na krańcach świata” już przez sumeryjskiego Gilgamesza i przez Aleksandra Macedońskiego. Fontannę, a wraz z nią i biblijny raj, zaczęto umieszczać w Nowym Świecie – raz w Peru, kiedy indziej w Meksyku, a nawet na Florydzie. Do dziś z resztą małe źródełko w St. Augustine nazywa się Fontanną Młodości, a jej woda ma ponoć jakieś lecznicze właściwości.

Bezpośrednią przyczyną późniejszych licznych wypraw i podboju prawie całego kontynentu, były jednak niesłychane bogactwa jakimi cieszyć się mieli zamieszkujący go Indianie. Złoto i srebro w XV- i XVI-wiecznej Europie stanowiło podstawę ekonomii całego kontynentu, a potęga ówczesnych mocarstw mierzona była ilością posiadanych kruszców. Tylko złote i srebrne monety miały prawdziwą wartość, a łaskawi monarchowie rozdawali czasami biednemu ludowi co najwyżej marne miedziaki. Tak czy owak, cały handel i wszelkie transakcje, a także prowadzenie wojen, obalanie dynastii, szkodzenie wrogom – słowem wszystko – wymagało złota – nie znano bowiem jeszcze banknotów z papieru. W 1492 roku, europejskie państwa miały go łącznie w ilości równej 400 milionów dzisiejszych dolarów, a w roku 1600 – już 2 miliardy!

Zagrabione złoto pochodziło z Meksyku, Boliwii i Peru, ale nie tylko z przetopionych złotych naczyń i wyrobów artystycznych, ale także z kopalń, których Hiszpanie uruchomili całe setki na terenie swych kolonii. Do pracy zmuszano zniewolonych tubylców, którzy wykonywali ją w nieludzkich warunkach. W północnej Panamie, która wkrótce została nazwana Nową Hiszpanią, liczba Indian w 1519 roku wynosiła 25 milionów, a w 1605, zdziesiątkowana przez pracę i choroby przywleczone z Europy, juz tylko zaledwie milion. Podobny los spotkał Azteków, których według ostrożnych szacunków wymarło, zginęło w zrywach przeciwko Hiszpanom i spłonęło na stosach nowej Inkwizycji ponad 30 milionów.

Prawie całkowita zagłada resztek Majów, południowoamerykańskich Inków i wielu plemion i szczepów, to również przynajmniej częściowa “zasługa” hiszpańskich konkwistadorów. Na dodatek doświadczenia Francisco Pizarro w Peru i Corteza w Meksyku, gdzie złota nie trzeba nawet było zdobywać siłą, działały silnie na wyobraźnię całych zastępów awanturników. Brodatych Hiszpanów Majowie i Aztekowie brali za powracających zza wielkiej wody bogów i znosili im całe góry figurek, masek i innych wyrobów, które – natychmiast przetopione w sztaby – wysyłano do Hiszpanii, a zwykli awanturnicy lub korsarze – za zasługi dla Korony – stawali się szlachcicami, gubernatorami i wicekrólami.

Wiek XV był dla Hiszpanii szczególny. W 1492 roku upadło ostatecznie panowanie Maurów, którzy okupowali ten kraj od 711 roku n.e. Hiszpania, z zacofanego kraju pod obcą dominacją, w którym tylko kilka centrów mauretańskich kwitło i dawało świadectwo wielkiej kultury Arabów, zaczęła nabierać coraz większego znaczenia. Wkrótce jej flota stała się potężniejsza od floty Portugalii, Genui a nawet Holandii, a kraj z zacofanej mauretańskiej kolonii stał się europejską potęgą. Zresztą okupacja mauretańska miała swój udział w późniejszym rozkwicie Hiszpanii. Bardzo wysoki poziom medycyny, nauk przyrodniczych, matematyki, astronomii i literatury u Maurów przyczynił się do rozkwitu tych nauk w pookupacyjnej Hiszpanii. Gwałtowny rozwój kartografii, geografii i prawdziwą eksplozję w dziedzinie odkryć geograficznych Hiszpania – przynajmniej częściowo – zawdzięcza Maurom. Wiek XVI to wiek największych odkryć geograficznych, podbojów i najbardziej bajecznych bogactw.

W silnym państwie, silny był również Kościół. W ślad za pionierami, poszukiwaczami przygód i zwykłymi rozbójnikami, w kierunku Nowego Świata ruszyła więc niebawem również armia krzewicieli prawdziwej wiary katolickiej. Francja, Holandia, Portugalia i Anglia, widząc korzyści z wypraw do ziemi, w której złotymi cegłami Indianie mieli zwyczaj brukować ulice, zaczęły coraz bardziej zuchwale rywalizować z Hiszpanią i między sobą o wpływy i hegemonię w ówczesnym świecie, w którego skład wchodziła teraz także Ameryka. Szybko jednak pojawiła się jeszcze jedna sporna sprawa, która doprowadziła do konfliktów o wiele poważniejszych niż tylko te wynikające z walki o amerykańskie złoto: religia.

Hiszpanie, na podstawie kilku wcześniejszych wypraw, uznali Florydę za piaszczysty, bagnisty i pełen węży teren, na którym szanujący się człowiek nie może żyć. Wyprawa generała Hernando de Soto, który przybył tu z 600-osobową załogą w 1539 roku, zakończyła się fiaskiem: tylko połowa przetrwała klimat, napaści Indian i choroby, i wróciła do kraju – w dodatku bez żadnych skarbów. Klęska wyprawy de Soto spowodowała, że król Filip II w 1561 roku zakazał jakichkolwiek przedsięwzięć w tych rejonach. Przez pewien czas panował tu więc niczym nie zmącony spokój.

W 1559 r. Hiszpanie ponowili próbę zasiedlenia Florydy. Tristan de Luna z Arellano założył osadę nad Zatoką Pensacola, lecz przetrwała ona tylko 2 lata. Hiszpanie nie byli jedynymi Europejczykami, którzy chcieli zająć półwysep. W 1562 r. Florydę eksplorował francuski protestant, Jean Ribault zaś dwa lata później Rene Goulaine de Laudonnicre założył Fort Caroline, w pobliżu dzisiejszego Jacksonville.

Aktywność Francuzów skłoniła Hiszpanię do przyspieszenia działań mających na celu skolonizowanie Florydy. W 1565 r. Atlantyk przemierzyła ekspedycja Pedro Menendeza de Aviles, który otrzymał królewski rozkaz wyparcia z Florydy Francuzów. Po dotarciu do celu Menendez założył osadę, którą nazwał San Augustin. Stała się ona najstarszą stałą osadą europejską na obszarze dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Swoje zadanie hiszpański dowódca wykonał bardzo dobrze. Zdobył Fort Caroline i zmienił jego nazwę na San Mateo, zaś spośród francuskich osadników oszczędził tylko cywilów i tych, którzy podali się za katolików.

Zemsta Francuzów nadeszła dwa lata później wraz z wyprawą Dominique de Gourguesa, który zajął San Mateo wybijając w pień jego załogę. Kilkanaście lat później do rywalizacji o bogactwa Ameryki dołączyła Anglia. W 1586 r. kapitan Sir Francis Drake złupił i spalił St. Augustine. Akcje te nie powstrzymały jednak Hiszpanów od budowania kolejnych fortów i zakładania nowych katolickich misji, które pojawiały się na terenach wschodniego wybrzeża od Florydy do terenów dzisiejszej Południowej Karoliny.

Ekspansja Hiszpanii spowodowała, że w roku 1600 Hiszpanie mieli niekwestionowaną pozycję na obszarze całej południowo-wschodniej części dzisiejszych USA. Gdy w Ameryce pojawili się pierwsi osadnicy z Anglii, ich osady znajdowały się daleko na północ od terenów Hiszpańskich. W 1607 r. założyli Jamestown, na obszarze w dzisiejszej Virginii zaś w 1620 r. Plymuth – w dzisiejszym Massachusetts. Dążąc do przejęcia kontroli nad zasobami naturalnymi kontynentu, stopniowo wypierali Hiszpanów coraz bardziej na południe. W tym samym czasie Francuzi eksplorowali dolinę Mississippi oraz wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, do której wpływa wielka rzeka.

Anglicy kilkakrotnie atakowali osady i forty na Florydzie, która jednak pozostawała w rękach hiszpańskich aż do roku 1763. St. Augustine i Pensacola – najważniejsze militarnie miejsca kolonii – płonęły kilkakrotnie, lecz dopiero klęska Hiszpanii i Francji w Wojnie Siedmioletniej, w wyniku której Anglia stała się dominującą w Ameryce Północnej potęgą, spowodowała przejęcie Florydy przez brytyjską koronę. Hiszpanie wymienili ją na Hawanę na Kubie, którą Anglicy w czasie wojny zajęli. Po ewakuacji Hiszpanów prowincja została praktycznie wyludniona.

Anglicy mieli ambitne plany wobec nowej kolonii. Najpierw podzielili ją na dwie części: Wschodnią Florydę ze stolicą w St. Augustine oraz Zachodnią Florydę, której stolicą została Pensacola. Dokonano dokładnych pomiarów ziemi oraz wybrzeża i zaczęto oferować ziemię i pomoc dla tych osadników, którzy chcieli rozpocząć eksport swoich produktów. Dzięki temu Floryda mogłaby stać się dobrze prosperującą kolonią, jednak na realizację tego planu brakło Anglikom czasu.

Gdy w 1776 roku wybuchło niepodległościowe powstanie angielskich kolonii przeciwko matczynemu krajowi, zwane Amerykańską Rewolucją, obie Florydy stanęły po stronie króla Anglii. Hiszpanie nie zapomnieli o swojej dawnej własności i jako sprzymierzeńcy Francji, która z kolei wspierała w powstaniu kolonistów, zajęli w 1781 r. Pensacolę. Na mocy traktatu pokojowego kończącego tą wojnę, 13 angielskich kolonii uzyskało niepodległość, zaś obie Florydy wróciły pod zarząd Hiszpanii.

W miejsce ewakuujących się osadników angielskich pojawiali się znów Hiszpanie oraz przybysze z północy – z nowopowstałych Stanów Zjednoczonych. Na Florydę przybywali też zbiegli niewolnicy wiedząc, że nie dosięgnie ich tu władza ich amerykańskich panów. Napływ osadników z USA spowodował, że hiszpańska Floryda stawała się coraz bardziej amerykańska. Zresztą ekspansywni Amerykanie kilkakrotnie wysyłali militarne ekspedycje na ziemie Florydy, zmuszając w końcu Hiszpanów do sprzedaży półwyspu. USA zapłaciły za Florydę 5 milionów dolarów zaś transakcję tą potwierdził układ Adams-Onis z 1821 r.

Jedną z takich operacji przeprowadził w 1814 r. Andrew Jackson, późniejszy prezydent USA, w czasie drugiej wojny z Anglią. Prowadząc swoją armię w kierunku Nowego Orleanu, zagrożonego angielskim atakiem, najpierw udał się na Florydę i zajął Pensacolę. W ten sposób uniemożliwił Anglikom skorzystanie z tej morskiej bazy. Wróciwszy pod Nowy Orlean wsławił się zwycięską bitwą z przeważającymi siłami angielskimi.

Najazd ten odbył się oficjalnie bez wiedzy rządu USA, lecz od tamtej pory w mieście stale pozostawał amerykański garnizon. Kolejny najazd na Florydę, w 1817 r., też był dziełem Andrew Jacksona i spowodował wybuch Pierwszej Wojny Seminolskiej – wojny z Indianami Seminole.

Generał Jackson wrócił na Florydę w 1821 r. i objął stanowisko Gubernatora nowego amerykańskiego terytorium. Dwie dotychczasowe Florydy: Wschodnią i Zachodnią, połączono znów w jeden administracyjny obszar a nową stolicą zostało leżące pomiędzy St. Augustine i Pensacolą Tallahassee.

Przeczytaj również:  Pensylwania

Wraz z napływem osadników z północnych stanów nasiliły sie dążenia do wysiedlenia Indian, którzy posiadali potrzebną białym ziemię oraz przyjmowali do swych społeczności zbiegłych afrykańskich niewolników. Uchwalenie przez Kongres USA niesławnego „Aktu Usuwania Indian” , który skazywał większość plemion indiańskich na przymusowe przesiedlenie do Oklahomy, doprowadziło w 1835 r. do wybuchu Drugiej Wojny Seminolskiej.

Indianie pod wodzą Osceoli wygrali kilka bitew z regularną armią USA czym zaskarbili sobie respekt u amerykańskich dowódców jako nadzwyczaj skuteczni żołnierze. Przeciwko 5000-tysięcznej armi słabo uzbrojonych wojowników Amerykanie wystawili 200,000 żołnierzy, lecz pomimo to wojna trwała aż 7 lat. Pod pozorem chęci zawarcia pokoju dowódcy amerykańscy zwabili Osceolę i pojmali go sądząc, że w ten sposób wojna się zakończy. Mylili się jednak. Podczas prezydentury Andrew Jacksona rząd USA wydał 20 milionów dolarów na wysiedleniw Indian Seminole. Większość Seminolów zmuszono do przeprowadzki, inni zrobili to dobrowolnie lecz końcowy efekt zmagań nie spełnił oczekiwań rządu USA. W 1842 r. militarny konflikt zakończył się, lecz nigdy nie podpisano porozumienia pokojowego.

Trzecia Wojna Seminolska wybuchła w 1855 r., gdy doszło do konfliktu o ziemię pomiędzy białymi i pozostałymi na Florydzie Seminolami. Wojskowe patrole oraz ustalanie nagród za złapanie Indianina spowodowało ostatecznie zakończenie konfliktu 3 lata później, gdy liczebność Seminoli wynosiła około 200 soób. W wyniku wojen seminolskich ponad 3000 Indian przesiedlono na zachód od Mississippi, jednak Seminole do dziś szczycą się tym, że nie ugięli się przed niezwyciężonymi Stanami Zjednoczonymi. Ci, którzy przetrwali exodus, zamieszkiwali bagna i niedostępne miejsca a ich potomkowie do dziś mieszkają na Florydzie. Ich terytoria znajdują się w Immokalee, Hollywood, Brighton oraz wzdłuż Big Cypress Swamp.

Nazwa „Seminole”, oznaczająca „dzicy ludzie” lub „uciekinierzy”, zaczęła pojawiać się pod koniec XVIII wieku. Niektórzy sądzą, że powstała ona ze zniekształcenia hiszpańskiego słowa „cimarron”, znaczącego „dziki”. Mianem tym określano początkowo przybywających na Florydę Indian Creek, którzy zmuszeni przez Anglików do opuszczania swoich ziem, szukali nowego miejsca zamieszkania – na południu. Hiszpanie nie sprzeciwiali się tej migracji, gdyż uważali, że Indianie będą stanowić dobry bufor oddzielający Florydę od angielskich kolonii. Później imieniem Seminole zaczęto nazywać wszystkich Indian zamieszkujących Florydę oraz afrykańskich zbiegłych niewolników, których Indianie przyjmowali do swoich plemion.

Dzisiaj Seminole mieszkający na Florydzie dysponują dużą niezależnością od władz stanowych. Wielu z nich trudni się hodowaniem cytrusów lub bydła. Indiańska społeczność czerpie również zyski z salonów bingo oraz z turystyki. Wielu Seminolów wiernych jest starym zwyczajom. Często mieszkają oni w tradycyjnych palmowych chatach, zwanych „chickees”, noszą tradycyjne stroje oraz obchodzą stare indiańskie obrzędy np. zmiany pór roku. Swoją kulturę przekazują innym odwiedzając szkoły i biorąc udział w festiwalach folklorystycznych.

Floryda przyłączyła się do Unii 3 marca 1845 r. jako 27 stan. Liczba jej mieszkańców wynosiła wtedy ponad 87 tysięcy, w tym prawie połowę stanowili niewolnicy. Podstawą ekonomii stanu było rolnictwo i system niewolnictwa. Największe plantacje bawełny, należące do białej arystokracji, znajdowały się w centralnej i północnej Florydzie. W latach 50-tych XIX wieku w USA rozpoczął się polityczny kryzys pomiędzy stanami północnymi i południowymi, który w 1861 r. doprowadził do wybuchu największej wojny toczonej kiedykolwiek na terenie USA – Wojny Secesyjnej.

„Wojna między stanami”, jak nazywają Wojnę Secesyjną mieszkańcy Południa, była wynikiem nawarstwiających się konfliktów pomiędzy elitami Północy i Południa. Gospodarka kraju ulegała szybkim zmianom. Statki parowe i kolej przyspieszały ekspansję na Zachód, wraz z którą rozwijał się handel. Rewolucja techniczna i jej wynalazki sprawiały, że praca niewolnicza stawała się niepotrzebna. Elity z Północy dążyły do tego, aby rząd federalny ułatwiał ekspansję na Zachód i wspierał rozwój przemysłu, zaś Południowcy, usatysfakcjonowani dostatnim życiem, jakie wiedli od lat wśród swoich plantacji, stanowili opozycję do tych dążeń. Efektem ekspansji na Zachód było powstawanie nowych stanów, w których najwyższe stanowiska obsadzał rząd federalny, zdobywając sobie w ten sposób parlamentarne głosy reprezentantów z tych stanów. Stany południowe zaczęły więc tracić wpływ na decyzje Waszyngtonu, który mógł przegłosować każdą ustawę, łącznie ze zniesieniem niewolnictwa – podstawy ekonomii Południa.

Sprzeczność interesów doprowadziła do punktu, w którym nie można było już osiągnąć kompromisu. Kluczowym momentem były wybory prezydenckie w 1860 r. We wszystkich północnych stanach za wyjątkiem New Jersey, przewagę uzyskał Abraham Lincoln. Na Florydzie nie zdobył on ani jednego głosu zaś zwycięscą wyborów we wszystkich południowych stanach został senator z Kentucky, John Breckinridge. Na drugim szczeblu wyborów, gdzie decydują głosy Kolegium Elektorskiego – po jednym przedstawicielu z każdego stanu – zwyciężył Lincoln, co dla Południowców było wystarczającym dowodem samowoli stolicy, która odtąd, dysponując przewagą parlamentarną mogła przeforsować każdą decyzję. Po wyborze Lincolna ruch secesjonistyczny na południu gwałtownie się ożywił i w efekcie siedem południowych stanów wystąpiło z Unii. Floryda ogłosiła secesję 10 stycznia 1861 r. jako trzeci stan zaś do Konfederacji Stanów Ameryki przystąpiła kilka tygodni później. Prezydent Lincoln uważał, że musi za wszelką cenę utrzymać jedność Unii nawet, jeśli oznaczałoby to użycie siły. Wojna stała się nieunikniona.

W chwili wybuchu wojny Floryda była najmniej licznym stanem Południa. Licząca tylko 160 tys. społeczność stanu wystawiła jednak do walki procentowo największą ilość żołnierzy – ponad 15 tysięcy. Pierwszy militarny kryzys wystąpił już w styczniu 1861 r. gdy unijny porucznik Adam Slemmer odmówił poddania Fortu Pickens na wyspie Santa Rosa, w pobliżu Pensacoli. Do wymiany ognia jednak nie doszło i strony trwały w takim zawieszeniu przez kilka miesięcy.

Podczas Wojny Secesyjnej Floryda nie ucierpiała tak, jak inne stany Południa. Na jej terytorium nie miała miejsca żadna strategicznie ważna bitwa. Podczas gdy wojska unijne krótko po wybuchu wojny rozpoczęły okupowację wielu przybrzeżnych miast i fortów, tereny położone wgłąb lądu pozostawały w rękach Konfederatów przez cały okres wojny. Na najbardziej na południe wysuniętym punkcie Satnów Zjednoczonych – wysepce Key West – znajdowała się kwatera główna unijnej floty utrzymującej blokadę morską wokół półwyspu.

Począwszy od 1862 r. większość florydzkich oddziałów wysłano poza granice stanu – wcielono je do Armi Tennessee oraz Armii Północnej Virginii. Florydzka Brygada brała udział w kluczowym starciu wojny – 3-dniowej bitwie pod Gettysburgiem, podczas której poniosła ogromne straty. Gospodarka Florydy zaś dostarczała konfederackim armiom przede wszystkim duże ilości żywności. Pomimo unijnej blokady morskiej, wiele statków wymykało się z florydzkich portów by przywozić potrzebne towary – najczęściej z Bermudów, Wysp Bahama i Kuby.

Stolica Florydy – Tallahassee była jedyną południową stolicą na wschód od Mississippi, której federalne wojska nie zdobyły. Szturmu na miasto uniknięto dzięki dwóm zwycięskim bitwom: pod Olustee w 1864 r. i pod natural Bridge w 1865 r. Obie bitwy powstrzymały federalne inwazje wgłąb Florydy, pozwalając na utrzymanie stolicy w rękach konfederackich. Bitwa pod Olustee należała do najbardziej krwawych bitew Wojny Secesyjnej, pomimo, że brały w niej udział niewielkie ilości wojska. W ciągu kilku godzin walki zginęło ponad 1500 żołnierzy Północy i kilkuset obrońców stolicy Florydy.

Gdy Armia Tennessee skapitulowała w 1865 r., wojskom federalnym musiała również poddać się cała Floryda, gdyż był to jeden z warunków porozumienia walczących stron. Unijne oddziały wkroczyły do Tallahassee i innych florydzkich miast, rozpoczynając okupację stanu. Gdy w kwietniu 1865 r. Robert Lee poddał generałowi Grantowi swoją Armię Północnej Virginii, największą militarną jednostkę Konfederacji, nadzieje Konfederacji na zawarcie pokoju z Unią i zachowanie niepodległości zostały bezpowrotnie stracone. Trwająca 4 lata krwawa wojna między stanami została przegrana.

Wojna Secesyjna przyniosła południowym stanom ogromne zniszczenia oraz całkowite załamanie gospodarki. Choć Floryda ucierpiała mniej niż Virginia, Południowa Karolina czy Louisiana, która z najbogatszego południowego stanu stała się najbiedniejszym, to również tutaj zapanował chaos i ekonomiczny oraz społeczny kryzys. Prawie połowę populacji stanowili bowiem czarni niewolnicy, którym zakończenie wojny przyniosło wyzwolenie i nabycie praw, których nigdy nie mieli. Wielu z nich zatrudniło się u swoich byłych właścicieli, inni musieli radzić sobie sami pozostając na Florydzie lub emigrując do północnych stanów.

W 1868 r. rząd federalny uruchomił na Florydzie, podobnie jak w innych południowych stanach, tzw. „program odbudowy”. Jego przejawem było między innymi wprowadzanie daleko idących zmian statusu czarnych Amerykanów. Wojsko federalne okupowało Florydę do 1876 r. kiedy to w drodze politycznych negocjacji demokraci doprowadzili do opuszczenia stanu przez unijną armię. Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły znaczący rozwój wielkich gospodarstw rolnych, które skupiły się na hodowli bydła. Wielu inwestorów zainteresowało się też produkcją cygar, wydobyciem morskiej gąbki, kopalniami fosforanów, produkcją owoców cytrusowych, transportem oraz turystyką. Inwestycje te okazały się zbawienne dla zniszczonej wojną gospodarki. Rozwój następował szybko, mieszkańcy stawali się coraz zamożniejsi.

Wielka Depresja, która zdruzgotała gospodarkę USA, nie ominęła również Florydy. Na domiar złego w 1926 i 28 r. stan nawiedziły dwa potężne huragany, zaś w 1929 r. plantacje cytrusów zaatakowała śródziemnomorska muszka owocowa. Wprowadzono kwarantannę oraz zastosowano wojskowe kontrole drogowe, aby przeciwadziałać kontrabandzie cytrusów. Efektem plagi szkodników był spadek produkci owoców aż o 60%.

Boom gospodarczy nastąpił dopiero w czasie II Wojny Światowej. Z powodu łagodnego klimatu, który na Florydzie panuje przez cały rok, stan stał się głównym centrum szkoleniowym dla armi USA oraz aliantów. Na potrzeby armii wzmożono budowę autostrad i lotnisk, które po zakończeniu wojny stanowiły gotową do użycia przez ludność cywilną sieć komunikacyjną. Niemal natychmiast zaczęli ją wykorzystywać turyści, którzy zaczęli na Florydę przybywać nieprzerwanym strumieniem.

Jednym z najważniejszych pozytywnych zjawisk notowanych na Florydzie od końca II Wojny Światowej jest stały wzrost liczby mieszkańców. Składają się na niego imigranci z innych stanów oraz przybysze z różnych stron świata. Najbardziej zauważalna jest emigracja z Kuby i Haiti. Obecnie Floryda jest czwartym stanem w USA pod względem liczby ludności. Prawdopodobnie niemałe znaczenie dla imigrantów ma fakt, że na Florydzie podatek od własnych dochodów wynosi zero procent.